2061 items (72 unread) in 276 feeds
Kobyłka
(10 unread)
Marki
(2 unread)
Radzymin
(4 unread)
Wołomin
(25 unread)
Zielonka
(3 unread)
Ząbki
(2 unread)
Jadów
(1 unread)
Strachówka
(2 unread)
media
(23 unread)
Już po raz piąty Uczniowski Klub Sportowy “Struga” zorganizował Noworoczny Turniej Warcabowy dla Dzieci o Puchar Burmistrza Miasta Marki. Impreza odbyła się w sobotę 04.02.2012 w Zespole Szkół nr 2 w Markach.
Zawody są adresowane do najmłodszych warcabistów: do uczniów szkoły podstawowej. Biorą w nich udział nie tylko członkowie koła warcabowo-szachowego, ale też zupełnie początkujący amatorzy gier umysłowych. Często to właśnie od tej imprezy zaczyna się warcabowa przygoda przyszłych zawodników. Tak zaczynali Kubuś, Ludwika, Marta czy Boguś, którzy teraz reprezentują nasz klub na zawodach ogólnopolskich i na mistrzostwach świata.
Pomijając wszystkie inne atuty, ten turniej przyciąga bardzo ważnym argumentem: każdy uczestnik, niezależnie od wyniku, wraca do domu z nagrodą! Misie, pluszami, gry, piłeczki, puzzle, Kostki Rubika i mnóstwo innych nagród ufundowanych przez Władze Miasta Marki czekają na uczestników “Misiowego Turnieju”.
W tym roku w zawodach uczestniczyło aż 65 dzieci: 38 w kat. klas 0-III i 27 w kat. klas IV-VI. Wszyscy zawodnicy rozegrali po 7 partii, dzielnie walcząc o jak najlepsze miejsca. Ogromne emocje towarzyszyły zarówno dzieciom, jak i rodzicom kibicującym swym pociechom.
Zwycięzcami zostali zawodnicy , którzy z warcabami zaprzyjaźnili się już jakiś czas temu. W kategorii klas 0-III wygrał Kuba Broma przed Ludwiką Moczulską, Tomkiem Wojciechowskim, Julią Ziemiecką i Oliwią Mleczko, zaś w kategorii klas IV-VI kolejne miejsca zdobyli: Karolina Sobolewska, Marta Bańkowska, Bogdan Bańkowski, Martin Banaszek i Rafał Milewski.
Laureatom Pan Burmistrz Janusz Werczyński wręczył pamiątkowe dyplomy. Nagrody, spośród wielu zabawek zakupionych na turniej, dzieci wybierały same, według kolejności zdobytych miejsc. Każdy uczestnik znalazł coś dla siebie, a sądząc po minach i szerokim uśmiechu, nagrody bardzo się wszystkim podobały!
Elżbieta Suchecka
http://www.youtube.com/watch?v=eldxFcm6zgA
Z przyjemnością informuję wszystkich, odwiedzających moją witrynę, że kilka dni temu strona doczekała się swoje Fan Page'a na portalu społecznościowym Facebook.
A zatem na bieżąco będzie mogli również na Facebooku znajdować różnorodne informacje związane z moją stroną www.
Chcesz poznać historię niektórych zdjęć i zobaczyć fotografie niepublikowane na stronie? Wziąć udział w konkursach i wygrać bezpłatną sesję plenerową dla nowożeńców albo sesję portretową?
Wystarczy, że klikniesz "Lubię to" na moim Fan Page'u, a wkrótce poznasz wszelkie szczegóły.
Kliknij tutaj i zaznacz "Lubię to".
http://www.youtube.com/watch?v=j_7l4X2KJX8
Od 10 lat Zespół Szkół nr 4 w Wołominie jest organizatorem obozów narciarskich
w czasie ferii zimowych. W tym roku 20-osobowa grupa narciarzy wyjechała do Małego Cichego. Malowniczo położona miejscowość z pięknymi widokami na Tatry, nowoczesny kompleks narciarski plus bardzo dobre warunki atmosferyczne. Niczego więcej nie można było sobie wymarzyć. Całe dnie spędzone na stoku, a wieczory na kalamburach, quizach, przebierańcach i innych atrakcjach kulturalno-rozrywkowych. Wszystko to upłynęło pod okiem opiekuńczych i troskliwych wychowawców: pani Jadwigi Gołaszewskiej i pani Renaty Rudzińskiej.
To był cudowny tydzień, żal było wracać. Rodzinna atmosfera wśród uczestników sprawiła, że już za sobą tęsknimy i czekamy na przyszły rok.
Kinga, uczestniczka obozu narciarskiego
Oto fotorelacja z zimowiska
Dzień 12.01.2012 roku był szczególny dla uczniów klas III Gimnazjum nr 3 im. Jana Pawła II w Wołominie. Tego dnia odbył się Bal Gimnazjalny, który już na stałe wpisał się w tradycję szkoły. Tym razem uczniowie bawili się w Sali Bankietowej "Kowalewski".
Od dziecka byłam zafascynowana Krakowem. Wydawał mi się miejscem magicznym, a dzięki częstym zachwytom znajomego Krakusa, także miastem bez wad. Moje opinię nieco osłabił wpis na blogu pewnego nomada, ale niestety także ostatnia wizyta w mieście Kraka. Spacer po Dietla wydał mi się taki przygnębiający – wszędzie wokół zapuszczone, obdrapane kamienice obklejone niesamowitą ilością reklam i szyldów. Z kolei skomercjalizowany rynek zasmucił mnie m.in. ze względu płatny wstęp do kościoła Mariackiego (nawet w Stambule wejście do Błękitnego Meczetu jest bezpłatne). Wszystko rozumiem, miasto się rozwija, ale nie znalazłam tam miejsca dla siebie. W tej sytuacji musiałam szukać klimatu na Podgórzu.
Podgórze, obecnie XIII dzielnica Krakowa, kiedyś było osobnym miastem, zdecydowanie większym i bogatszym niż Kraków. Stanowiło swojego rodzaju mieszankę kulturową, w zasadzie wszyscy mieszkańcy byli przyjezdni – Węgrzy, Żydzi, Czesi, nikt nie był oryginalnie stąd. Stworzyła się sytuacja trochę jak w USA, gdzie kultura powstała zupełnie od nowa i tworzyła ją nietypowa, zwarta społeczność. Mieszkańcy byli wówczas bardzo zgrana i, z tego co obserwuję, Podgórze do tej pory zbliża ludzi.
Od kontrowersyjnego połączenia z Krakowem (w 1915r.) w Podgórzu nie dzieje się jednak najlepiej. W czasie wojny zniszczeniu uległo wiele obiektów, np. stary cmentarz, którego reszta w opłakanym stanie prosi się o renowację. Cudem uratowano też fort. Ponadto dzielnicę rozdziela obecnie wewnętrzna obwodnica miasta, co nie sprzyja integracji mieszkańców, a do tego zamknięto kościół św. Józefa, ze względu na ostatnią kradzież ikon. Strach pomyśleć, że lada chwila quady, które latem wjeżdża na kopiec zniszczą to, co przetrwało spokojnie ponad 13 wieków!
Współczesne połączenie Podgórza z Krakowem obrazuje kontrowersyjna kładka, nad którą wisi olbrzymią rura kanalizacyjną. Niektórzy Podgórzanie mieli nawet nadzieję ze zmyje ją ostatnia powódź ;) Nie udało się, ale kładka zaczyna tworzyć własną historię – na jej balustradach zakochani wieszają kłódki i kluczyki wrzucają do Wisły. W ciągu zaledwie 4 lat pojawiła sie pokaźna ilość żelastwa tworząca kolorową balustradę.
Nieliczni turyści trafiający na Podgórze zwiedzają głównie miejsca holokaustu i trzeba przyznać, że rynek z krzesłami to jedna z lepszych współczesnych realizacji po tej stronie Wisły. Warto zajrzeć jednak do Domu Historii Podgórza, a także zrobić sobie spacer zaczynając spod imponującego kościoła św. Józefa (w stylu gotyku nadwiślańskiego) i mijając stare kamienice, park Bednarskiego, twierdzę, Stary Cmentarz Podgórski dojść do kopca Krakusa.
![]()
Podgórze to trochę taka warszawska Praga. Dzielnica z klimatem, powoli odświeżana robi się modna, ściąga artystów i pasjonatów. Nie ma co po nim oczekiwać odświeżonych kamienic i eleganckich butików. Za to atmosfery odmówić mu nie można!
Ostatnio zorientowałam się, że rodzina i znajomi totalnie nie ogarniają gdzie ja aktualnie przebywam. Całkiem zabawne, wiadomo, że jestem w biegu, że pewnie właśnie skądś wróciłam i gdzieś pewnie jadę, ale nie bardzo wiadomo gdzie…
Otóż uprzejmie donoszę, że w tym roku byłam najpierw w Turcji, potem kolejne dwa weekendy spędziłam w Częstochowie i Krakowie (po tym jak zawróciłam z Gdyni). Wtedy też zakochałam się w Podgórzu, o czym przeczytacie w niedzielę. Dziś jestem w Zagrzebiu, gdzie spędzę kolejne dwa tygodnie. Co tu robię?
Generalnie trafiłam do Chorwacji, gdyż wygrałam stypendium na staż badawczy. W dwa tygodnie na uczelni można zrobić niewiele, ale zawsze to poszerzanie horyzontów. Od kilku dni zastanawiałam się więc, czym mogę się zająć naukowo w Zagrzebiu, ale też jak wykorzystać czas wolny.
1. Najpierw obiecywałam sobie, że będę zwiedzać tylko Zagrzeb – raz a porządnie, taka nowa reguła. W związku z tym wypisałam sobie miejsca, które mnie interesują nawet takie, do których pewnie nie poszłabym, gdybym mieszkała tu na stałe. Wymyśliłam nawet, że pójdę na koncert do filharmonii, tym bardziej, że jest szansa posłuchać chorwackiego Rubika…
2. Po analizie stwierdziłam jednak, że dwa tygodnie na zwiedzanie samego Zagrzebia, to trochę przy dużo, jak na miasto, które można zjechać w pół dnia i mogłabym jednak gdzieś się wybrać. Niech będzie Slawonia, pogoda nie sprzyja zwiedzaniu wybrzeża, więc zobaczmy co dzieje się wewnątrz kontynentu. Zaczęłam czytać przewodnik i wyszło niestety, że wszystkie miejsca są super, ale nie w zimę. Jedyne miejsce warte odwiedzenia w tym czasie są dwa miasta, w których jest świętowany karnawał – niestety wyjeżdżam 5 dni przed ostatkami…
3. No to dalej wydumałam, że skoro przyroda nie jest teraz imponująca, to może w zimę trzeba zwiedzać miasta. Na mapie najbardziej kusząco wygląda Banja Luki w Bośni, a także barokowe miasto Varaždin – określane mianem Wiednia w miniaturce. Ale jak się tak zastanowiłam, to same miasta wałkować dwa tygodnie, a potem wrócić prosto do pracy do Warszawy? Bez sensu…
4. Przydałoby się trochę przyrody, no i ciepła. A ciepło, wiadomo – nad morzem. Ech, ale miałam przecież nad to morze nie jechać… Cały lot do Zagrzebia zastanawiałam się, ile może być kilometrów do Dubrownika i ile czasu jedzie autobus. Jakby tak wyjechać w piątek na noc, to może rano można by być na południu Europy?
5. Dojechałam na miejsce, spotkałam Ivę, która pomogła mi się ogarnąć z przyjazdem i przy kawie opowiadam jej mój pokrętny plan działania. Na moje nieszczęście, ona też ma hopla na punkcie poznawania świata i całkowicie namieszała mi w głowie. Opowiedziała jaki Zagrzeb piękny, że karnawał to ma tylko finał w ostatki, ale trwa cały czas i na pewno będzie co zobaczyć, że może bym na jakiś współczesny koncert poszła zamiast tego Rubika… Pierwszej nocy zasnęłam skołowana.
6. Rano poszłam na uczelnię i sytuacja znów zmieniła się o 180 stopni. Poznałam moich współpracowników, pogadaliśmy o badaniach, które realizują i wyszło na to, że robią tak ciekawe rzeczy i tak bardzo związane z moimi zainteresowaniami badawczymi, że chyba będę u nich nocować, żeby się wszystkiego nauczyć!
Zatem na pytanie, co będę tu robić odpowiadam – nie mam pojęcia, ale jestem pewna, że będą to intensywne dwa tygodnie. Mam nadzieję, że spędzę tu czas wyjątkowo, a Wy będziecie mieć przyjemność poczytać o tym, czego o Chorwacji nie wiecie.